Bez kategorii Archives - Goodie Foodie
Bez kategorii Archives - Goodie Foodie

Jak jeść zdrowo i sezonowo, czyli zgodnie z porami roku?

Na naszej szerokości geograficznej od pokoleń mamy bardzo wyraźnie zaznaczone cztery główne okresy klimatyczne – czyli oczywiście wiosna, lato, jesień i zima. Teraz co prawda ze względu na zmiany klimatyczne, coraz częściej pory roku potrafią się ze sobą zlewać, a pogoda zaskakuje nas okresami suszy czy nie spodziewanymi przymrozkami, natomiast co do zasady cały czas te cztery pory roku jesteśmy w stanie wyodrębnić. Życie w naszym raczej chłodnym klimacie determinuje to jaką powinniśmy stosować dietę – w medycynie holistycznej absolutnie kluczowy element naszego zdrowia. Musimy zadbać, żeby to co będziemy jeść, było przez nasz układ trawienny łatwo przyswojone i dobrze strawione.

Od jakiegoś czasu w sklepach o każdej porze roku można kupić absolutnie wszystko, natomiast za czasów naszych kochanych prababć nikomu do głowy by nie przyszło (nie było to możliwe), żeby w lutym jeść na przykład zieloną sałatę albo zielone surowe ogórki . Jadło się to co było o określonej porze roku dostępne. Późna wiosna i okres letni to czas warzyw i owoców. Szczególnie latem surowych owoców i warzyw można było jeść do woli – wszystko pięknie rosło na polu i w sadzie. Jesień i zima to z kolei czas słodkich powideł, przetworów, kiszonek i marynat. W piwnicach zimowały wykopane na jesieni ziemniaki, cebula, buraki, marchew, pietruszka i inne warzywa korzeniowe.

Wiele obszarów w Chinach charakteryzuje się podobnym klimatem do naszego środkowo -europejskiego. A jak wiemy dieta w Chinach opiera się w dużej mierze na ciepłych potrawach, wywarach, ryżu i kiszonkach pod tysiącem postaci. Według tradycyjnej dietetyki chińskiej surowe warzywa i część owoców z uwagi na swoją zimną lub chłodną naturę wprowadzają do organizmu bardzo niekorzystny śluz. Oczywiście w innym klimacie, na przykład w słonecznej i gorącej Kaliforni nie jest to wielki problem i można bez wyrzutów pić soki z surowych owoców i warzyw prawie cały rok.  Nie chodzi też o to, żeby zimą jeść tylko ziemniaki i buraki – nie dajmy się zwariować – ale kluczowe jest to, żeby warzywa odpowiednio przygotować. Poddać je właśnie krótkiemu kiszeniu czy obróbce termicznej – ugotować na parze, upiec czy trochę poddusić. A wszystko po to, żeby jedzenie było przez nas lepiej strawione i przyswojone. Oczywiście nasz organizm jest w stanie strawić nie jedno, pytanie tylko ile się przy tym namęczy, ile straci energii i jakie są tego konsekwencje dla naszego zdrowia.

Czy wszystkie produkty do siebie pasują, czy może niektóre powinniśmy spożywać osobno na rzecz lepszego trawienia?

W poprzednim wpisie pisaliśmy o tym jak ważne dla poprawnego trawienia jest to, aby jeść sezonowo. Kolejny element tej układanki to umiejętność odpowiedniego łączenia produktów, które spożywamy.

W popularnych przepisach kuchni polskiej i w restauracjach na talerzu panuje często totalny miszmasz i od czasu do czasu na pewno nie zaszkodzi nam, żeby się tym nie przejmować i zjeść to na co mamy ochotę, ale dla prawidłowego trawienia ważne jest aby na dłuższą metę przywiązywać wagę do połączeń.

Na przykład latem kiedy możemy spokojnie zjeść surowe warzywa spróbujmy nie łączyć ich z niczym gotowanym, np. z białkiem, które zostało poddane obróbce termicznej – mam tu na myśli pieczone lub gotowane mięso. Nasze enzymy trawienne nie potrafią tego połączenia dobrze strawić. O wiele korzystniej jest zjeść taki kawałek mięsa z warzywem pieczonym lub na przykład duszonym, a surową sałatę można zjeść oddzielnie po odczekaniu minimum 30 minut.

Nie powinno się także w jednym posiłku łączyć białek z węglowodanami. Jesteśmy przyzwyczajeni do klasycznego obiadu, gdzie na talerzu występuje kawałek mięsa, jakieś warzywo (choć i to niestety pewne nie jest) i węglowodany w postaci kaszy, ryżu lub makaronu – natomiast wersja mięso plus warzywo byłaby dla nas zdecydowanie bardziej korzystna. Taki obiad z początku wydaje się mniej sycący, ale po pewnym czasie człowiek przestawia się i czuje się zdecydowanie lepiej. Węglowodany to w końcu cukry, a czym więcej cukrów spożywamy tym większe mamy później łaknienie – przez chwile czujemy się nasyceni, potem cukier spada i znowu chce nam się jeść. Każdy z nas myślę zna dobrze to uczucie.

Zbliżamy się nieubłaganie do najbardziej niekorzystnego, jednak bardzo popularnego połączenia – nabiału i ryby. Na myśl przychodzi na przykład bajgiel z łososiem i serkiem Filadelfia czy filet z kurczaka nadziewany serkiem mozzarella. Uwierzcie, że dla naszych jelit jest to prawdziwa bomba i muszą biedne włożyć w proces trawienia bardzo dużo pracy i energii. Zatem nie róbmy im tego i unikajmy takich przysmaków!

Jeżeli te prawidła o poprawnych połączeniach wydają się zbyt wymagające na początek to weźcie sobie do serca jedną, bardzo prostą złotą zasadę poprawnego trawienia, czyli – dokładnie przeżuwaj to co jesz! Nie tylko poprawisz swoje trawienie, ale także dzięki lepszemu przyswajaniu wzmocnisz swój organizm i będziesz miał większą szansę dojść do optymalnej wagi. Skup się na jedzeniu najlepiej jak potrafisz – zrób sobie przerwę od komputera i telefonu – po prostu ciesz się tym wyjątkowym momentem, który w czasie dnia poświęcasz na jedzenie i żuj żuj żuj!